Trudniejsze chwile
I znowu się popłakałam ze strachu. Faktem jest to, że mi trochę ulżyło, ale też to, że dość długo trzymałam niezłą formę. I to jest piękne w całej tej sytuacji, znaczy, że jest lepiej i że radzę sobie lepiej z przeciwnościami. I tak muszę się trzymać dalej. Mam szczerą nadzieję, że to już finisz pewnych rozgrywek i że często przed samą metą przychodzi zwątpienie i spadek sił. Ale muszę ponownie, sposobem Kaczora Donalda, podnieść się, otrzepać i pobiec dalej. On nieraz znalazł się w niezłych tarapatach, ale zawsze wychodził cało z każdej opresji. I ja muszę dalej być silna, nie mogę podupadać. Muszę ładować akumulatory dzięki przyjaciołom, innym życzliwym ludziom, słońcu, które nie zawsze widoczne, ale przecież zawsze świeci.
Bylebym nie padła w wir negatywnych myśli, pretensji i żalu do losu. Muszę być przekonana, że wszystko, co się dzieje, dzieje się ku mojemu najwyższemu dobru. Może to nie są proste ścieżki, ale prowadzą do szczęścia. Jak to napisał mój idol „najwęższa ścieżka jest zawsze najświętsza”.