Trudniejsze chwile
4 czerwca, 2009 (20:25) | Artykuł
I znowu się popłakałam ze strachu. Faktem jest to, że mi trochę ulżyło, ale też to, że dość długo trzymałam niezłą formę. I to jest piękne w całej tej sytuacji, znaczy, że jest lepiej i że radzę sobie lepiej z przeciwnościami. I tak muszę się trzymać dalej. Mam szczerą nadzieję, że to już finisz pewnych rozgrywek i że często przed samą metą przychodzi zwątpienie i spadek sił. Ale muszę ponownie, sposobem Kaczora Donalda, podnieść się, otrzepać i pobiec dalej. On nieraz znalazł się w niezłych tarapatach, ale zawsze wychodził cało z każdej opresji. I ja muszę dalej być silna, nie mogę podupadać. Muszę ładować akumulatory dzięki przyjaciołom, innym życzliwym ludziom, słońcu, które nie zawsze widoczne, ale przecież zawsze świeci.