Potop szwedzki
Mały kuter rybacki rytmicznie bujał się na falach. Słońce nieśmiało rozświetlało czwartą część nieba. Pozostała część nieboskłonu usiana była chmurami, ale powoli wiadomym stawało się, iż dzielna gwiazda Ziemi i te zmusi wkrótce do odwrotu. Ogorzały od morskiej bryzy Jens wydostał się na pokład i w jego zmęczonej twarzy przez chwilę dało się zauważyć iskierkę radości. To był ciężki połów, ale ostatecznie uwieńczony sukcesem. Załoga szykowała się do powrotu na ląd. Jens nie mógł się już doczekać, kiedy to znowu weźmie w ramiona Mariolkę. Ta kobieta była dla niego całym życiem. Dla niej zrezygnował z bezkresu północnej Szwecji i osiadł we Władysławowie. Dla niej nauczył się szeleszczącego języka.
I dla niej zbierał na bałtyckich plażach bursztyn, który znajomy bursztynnik zamieniał na śliczne klejnociki. Pomyśleć tylko, że gdyby nie pomysły Swena i Olafa – szwedzki marynarz nigdy nie znalazłby się w zakładzie fryzjerskim, w którym pracowała piękna Polka. Jak bezsensownie wyglądałoby dziś jego życie.