Inwazja
Jadłem spokojnie kolację (kanapkę z podwawelską i z ketchupem) oglądając kolejny odcinek „M jak Miłość”, gdy z letargu wyrwał mnie dzwonek u drzwi. ”Dziwne” pomyślałem, lecz nie zdążyłem pomyśleć nic więcej, gdy dzwonek po raz wtóry oznajmił mi, bym się ruszył. Chrzęst zamka i drzwi stały otworem. Kiełbasa stanęła mi w gardle - przede mną stał zielony ludzik wzrostu mniej więcej mojej ostatniej żony. Zacząłem się zastanawiać, gdzie go wcześniej widziałem, bo byłem pewny, że tak było. On też przyglądał się mi swoimi wielkimi lustrzanymi oczami, wzrokiem omiatał też moje mieszkanie. Nieco zagapił się w telewizor, a konkretnie na scenę, podczas której Lucjan pielił grządkę z kapustą.
Zaraz po niej zniknął równie szybko, jak się pojawił. Minęło sporo czasu, zanim odzyskałem sprawność ruchowo-myślową. I wtedy zrozumiałem wszystko. Przypomniałem sobie, gdzie go widziałem. To on przebiegał korytarzami budynków naszego parlamentu, wychwyciłem to oglądając „Wiadomości”. „Czyli to już się dzieje” pomyślałem.