Praca domowa
Natalka z niezrozumiałych przyczyn nie chciała odrobić pracy domowej. Najpierw zajmowała się wszystkim, tylko nie tym, czym tak naprawdę powinna. Gdy to zauważyliśmy i poleciliśmy jej zajęcie się tym obowiązkiem, zaczęła płakać, że boli ją głowa. Nie uwierzyliśmy jej, ponieważ piętnaście minut wcześniej grała w piłkę z braćmi. Po długim czasie walk psychologicznych zaczęła szlochać z bezsilności. Zapytałam jej więc spokojnie, o co chodzi, dlaczego nie chce usiąść do odrabiania lekcji. Zwykle zajmowało jej to naprawdę niewiele czasu. Dziwiłam się więc, dlaczego nie zrobi tego, co należy i nie wróci do zabawy, tylko niepotrzebnie odkłada wszystko na później. Mówiłam spokojnie, tłumaczyłam jej długo swoje racje.
Warunki organizacyjno-techniczne
Producent nie posiada certyfikowanego systemu zapewnienia jakości (jest w trakcie wdrażania). Prowadzona jest kontrola jakościowa i odbiór jakościowy surowców. Nadzór jakościowy nad produkcją i wyrobem gotowym odbywa się według ustalonych w zakładzie zasad. Przed dopuszczeniem do sprzedaży gotowy wyrób badany jest w laboratorium własnym producenta. Zapisy z badań przechowywane są przez okres piętnastu lat. Producent posiada procedurę rozpatrywania reklamacji odbiorców. Prowadzone są działania korygujące i zapobiegawcze oraz okresowa analiza reklamacji.
System zakładowej kontroli produkcji
System zakładowej kontroli produkcji został ustalony i udokumentowany w Księdze Systemu oraz instrukcjach roboczych producenta. Podczas inspekcji producent przekazał drugie wydanie dokumentacji z lutego bieżącego roku. W nowym wydaniu uwzględniono nowe wydanie normy. Ponadto udokumentowano zmiany wynikające z uruchomienia nowych maszyn produkcyjnych. Znowelizowano także dwunastą instrukcję roboczą producenta. W ramach działań korygujących niezgodność stwierdzoną podczas poprzedniej inspekcji z ubiegłego roku, dostosowano schemat organizacyjny do zapisów w dokumentacji, imiennie przypisano obowiązki brygadzisty zmiany i powołano pracownika na stanowisko laboranta. Działania w tym zakresie uznano za właściwe (niezgodność została usunięta).
Inwazja
Jadłem spokojnie kolację (kanapkę z podwawelską i z ketchupem) oglądając kolejny odcinek „M jak Miłość”, gdy z letargu wyrwał mnie dzwonek u drzwi. ”Dziwne” pomyślałem, lecz nie zdążyłem pomyśleć nic więcej, gdy dzwonek po raz wtóry oznajmił mi, bym się ruszył. Chrzęst zamka i drzwi stały otworem. Kiełbasa stanęła mi w gardle - przede mną stał zielony ludzik wzrostu mniej więcej mojej ostatniej żony. Zacząłem się zastanawiać, gdzie go wcześniej widziałem, bo byłem pewny, że tak było. On też przyglądał się mi swoimi wielkimi lustrzanymi oczami, wzrokiem omiatał też moje mieszkanie. Nieco zagapił się w telewizor, a konkretnie na scenę, podczas której Lucjan pielił grządkę z kapustą.
Trudniejsze chwile
I znowu się popłakałam ze strachu. Faktem jest to, że mi trochę ulżyło, ale też to, że dość długo trzymałam niezłą formę. I to jest piękne w całej tej sytuacji, znaczy, że jest lepiej i że radzę sobie lepiej z przeciwnościami. I tak muszę się trzymać dalej. Mam szczerą nadzieję, że to już finisz pewnych rozgrywek i że często przed samą metą przychodzi zwątpienie i spadek sił. Ale muszę ponownie, sposobem Kaczora Donalda, podnieść się, otrzepać i pobiec dalej. On nieraz znalazł się w niezłych tarapatach, ale zawsze wychodził cało z każdej opresji. I ja muszę dalej być silna, nie mogę podupadać. Muszę ładować akumulatory dzięki przyjaciołom, innym życzliwym ludziom, słońcu, które nie zawsze widoczne, ale przecież zawsze świeci.
Targi
Byliśmy dziś w wielkim świecie, czyli na targach w Bydgoszczy. Jeśli chodzi o stoiska, to szczerze mówiąc niewiele pamiętam, co na nich się działo. Na tej wyjazd nastawiłam się bardzo towarzysko i miałam też nadzieję na upolowanie jakiś fajnych gadżetów. Jeśli chodzi o to ostatnie, to na targi również dotarł kryzys. Wprawdzie przywiozłam ze sobą parasolkę, ale aby ją zdobyć musiałam wziąć udział w konkursie. Konkurs ten polegał na tym, żeby na oko odmierzyć czterdzieści mililitrów wódki. Mój konkurent odmierzył siedemdziesiąt pięć mililitrów, ja zaś trzydzieści osiem. Bliższa byłam odmierzeniu zadanej pojemności, dlatego też to ja wygrałam piękny, wielki, żółty parasol. Na tym stoisku otrzymaliśmy również drinki.
Szwajcarski zegarek
Pan Jan Poukładany wyszedł dziś wcześniej niż zwykle do swojego składziku z rzeczami niezbędnymi, gdy nagle zorientował się, iż zamiast cyferblatu swojego zegarka widzi nagi nadgarstek. „Co się stało?” zapytał siebie w myślach. Czy ma to jakiś związek ze spotkaną wczoraj przypadkiem w barze Jadwigą? Spróbował odtworzyć przebieg wieczornego spotkania. Pamiętał niewiele, na pewno nie oszczędzali sobie alkoholu. Z baru postanowili przenieść się do jego apartamentu. Może niepotrzebnie napomknął jej, że zegarek kupiony w ubiegłym roku w Szwajcarii wart był tyle, co dobrej klasy samochód? Ale przecież Jadwiga taka nie była, to niemożliwe, by aż tak się co do niej pomylił.
Lekarstwo
Jutro znowu obudzę się nieprzytomna. Dostałam jakiś magiczny lek, który ma mi pomóc i jednym z objawów jego stosowania jest senność. I byłam pewna na dwieście procent, że objaw ten u mnie wystąpi i się, rzecz jasna, nie pomyliłam. Kolejne działania niepożądane to możliwość występowania skłonności do gier hazardowych i wzrost libido. Koleżanka, która przyjmuje ten sam specyfik, te dwa zagrożenia ujęła w jednym sformułowaniu, a mianowicie, że może dojść do tego, iż przegramy własne cztery litery. To jej się udało, przyznam. Na co jej odpowiedziałam, że najważniejsze, by przegrać chociaż za dobrą stawkę. Póki co nie ciągnie mnie do kasyna, nawet dziś nie zagrałam w loterię, w którą gram regularnie od tygodni. Jutro albo pojutrze koniecznie muszę wykupić los.